Horrory – Filmy o tej tematyce od lat wzbudzają w nas grozę i przerażenie. Na przestrzeni lat zmieniały się też „straszaki”. Kilkanaście lat temu baliśmy się zombi i wilkołaków. Teraz boimy się zjaw i innych paranormalnych stworzeń. Czemu? Bo wilkołaka możemy zastrzelić srebrną kulą, a zombi odciąć głowę i jest po sprawie. Jeśli z czymś możemy walczyć to się tego nie boimy.

Twórcy filmów o tym wiedzą dlatego od lat serwują nam dzieła z przeciwnikiem z którym „nie możemy” wygrać. I tak oto od już paru lat dostajemy filmy w którym straszy zło pojmowane jako duchy i zjawy. Tak samo jest właśnie w najnowszym filmie Michael’a Chaves’a. Dostajemy w produkcji historie o „tajemniczej” postaci, ucieleśnieniu zła które żeruje na słabszych… Czy to nie brzmi jakoś znajomo?

Dzieci, samotna matka – łatwy cel dla La Llorony

Pomysł na film może wydawać się tylko powierzchownie oryginalny, ale tak nie jest. Samo włączenie meksykańskiego wątku nie zrobi z filmu czegoś nowego. To dalej jest znana nam wszystkim koncepcja straszenia ciemnością i przeciwnikiem nie do zniszczenia. Mamy tutaj typowe dla horrorów długie sceny budujące napięcie, tylko po to by po chwili coś nam wyskoczyło przed ekranem. Nie zabrakło tu też długich korytarzy z wieloma drzwiami, takie sceny są już nam znane. Mają dać poczucie niebezpieczeństwa z każdej strony, a wąskie przejścia spowodować wrażenie braku ucieczki.

Horror to jednak ciężki kawałek chleba…

I tak jak pisałem, to wszystko już gdzieś widzieliśmy. Fani Horrorów mogą czuć się trochę zawiedzeni, zwłaszcza, że film jest z uniwersum Obecności. Natomiast „sezonowi” widzowie którzy rzadko kiedy oglądają tego typu filmy powinni się dobrze bawić. Jump scary są zrobione na wysokim poziomie technicznym. Idzie się nawet przestraszyć, ale nimi samymi horroru nie zrobisz. A przynajmniej nie taki na poziomie. Od horroru oczekuje się nie tylko scen grozy ale i mrożącej krew w żyłach historii. Opowieść powinna być budowana powoli, by każda informacja o przeciwniku działała nam na wyobraźnie.

Klątwa La Llorony

W Topielisku tego nie ma. Od początku wiemy kim była i jak działa upiorna kobieta. Zachowania bohaterów są też często tak nieracjonalne, że mogą wywołać u nas śmiech. Meksykański folklor ma potencjał którego autorzy nie wykorzystali. Postawili na utarte rozwiązania i nie chcieli eksperymentować. Dla mnie był to ich duży błąd, bo tak samo jak wilkołak czy zombi po jakimś czasie nam się przejadł, tak samo i duchy to zrobią. Na początku gdy widz nie wiedział jak można je pokonać, to były czymś naprawdę strasznym. Teraz wystarczy ksiądz na ekranie i wiemy już jak to się skończy.

Mam nadzieje, że twórcy horrorów zaczną kombinować z czymś nowym, albo nadadzą nowy styl starym motywom. Póki co na ekranie nie zobaczymy niczego nowego i jeśli ktoś lubi powtarzanie cały czas tego samego, to z miłą chęcią polecam ten film. Wystraszycie się i spędzicie miło czas, ale jeśli chcecie nowych doznań to wtedy nie jest to film dla was.

Nasza ocena filmu: 5/10

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.