Days Gone – Dni które minęły. Jako dziecko miałem marzenie by wsiąść na Harley’a i ruszyć w drogę przez stany, ale nigdy nie sądziłem, że będą mnie przy tym ścigać zombi. Tak właśnie jest w Days Gone nowej produkcji Bend studio. Wsiadamy na motocykl i próbujemy przetrwać gdy wszystko dookoła próbuje nas zabić. Ciężki i poważny klimat zrujnowanego świata towarzyszy nam przez cały czas. To zabawa dla dorosłych.

Plakat Days Gone
Dni które minęły

Zabawa zaczyna się na trasie

Tak jak pisałem, w grze podróżujemy na motocyklu. Przemierzamy pustkowia w poszukiwaniu amunicji, jedzenia i paliwa. Przez miejscowych jesteśmy nazywani włóczęgami, nie mamy domu. Chwytami się wszelkich prac by tylko zyskać potrzebne nam towary. Naszym towarzyszem jest stary przyjaciel z klubu motocyklowego. Taka jest nasza rzeczywistość.

Historia opowiedziana w Days Gone jest mocną, pełną emocji, przejażdżką w którą z miłą chęcią się rzuciłem i nie mogłem przestać. Historia starcza nam tylko na 40 godzin, tylko bo aż chcę się więcej. To nie jest kolejna gra o zombi, to kolejna gra o stracie, odzyskaniu i przetrwaniu w świecie zombi.

Zniszczona droga
Czy to koniec?
Deacon St. John – postać jakich mało

Deacon St. John to postać w której skórę się wczułem, można powiedzieć, że rozumiałem go i naprawdę czerpałem garściami każdy jeden dzień spędzony z nim. Jest to gość który nie jest kolejnym bohaterem i zawsze wie co robi, on po prostu jest i stara się robić co do niego należy. Może właśnie przez to jest mi tak bliski. Nie jest perfekcyjny, jest jak każdy z nas, jest człowiekiem.

Świat w którym przyszło mi się zmierzyć jest częścią Oregonu. Jest to stan górzysty i słabiej zaludniony niż pozostałe regiony USA. Producenci zadbali o to, żebyśmy mieli co w nim robić. I nie mówię tu o bezsensownych misjach pobocznych. Jasne są tu takie kategorie zadań które się powtarzają ale są one po to by zdobywać potrzebne nam zaufanie miejscowych. Nie jest ich też tak dużo, przez co nie męczą, ba nawet polepszają doznania z gry.

Sama zaś fabuła jest dla mnie zrobiona idealnie i wiem co mówię. Grając w Days Gone próbowałem przypisać ją do jakieś innej gry. Dla tych co grali w Skyrim’a to wiedzą, że fabułą ta gra nie grzeszy ale Red Dead Redemption 2 już tak. I właśnie do tej drugiej jest bliższe Days Gone. Nie było by też całej tej historii bez oprawy muzycznej. Piosenki Billy Raffoul – Hell or High Water i Jack Savoretti – Soldiers Eyes nadały tej produkcji głębi i wyniosły opowieść na wyższy poziom.

Days Gone - Plakat
„Myśleli, że jak będą dość szybcy to uciekną… Przed tym co nadchodzi” – Deacon
„taa” – Boozer
„Ale nikt nie był na tyle szybki Boozer… Świrusy ich pochłonęły” – Deacon

Horda nadchodzi!

I to z każdej strony… dostaliśmy przecież otwarty świat który spokojnie, zwiedzimy cały i to dosłownie. Misje zostały tak dopracowane, że odwiedzimy wszelkie zakątki świata czy tego chcemy czy nie. Dla mnie był to duży plus, ponieważ nie każdy ma czas by odwiedzić wszystkie lokacje bez powodu, tylko z czystej ciekawości. Zagospodarowanie świata misjami fabularnymi pozwoli każdemu zwiedzić ten piękny ale i niebezpieczny świat.

A skoro o niebezpieczeństwie mowa. W świecie gry oprócz małych grup potworów (w grze nazywanych świrusami) mamy do czynienia też z całymi Hordami. Potrafią się one składać z setek świrusów i jeśli podejdziemy za blisko to rzucą się one w naszym kierunku. A trzeba przyznać, że nie są to zombi z The Walking Dead a bardziej z World War Z. Czyli piekielnie szybkie i potrafiące się wspinać. Naszym sojusznikiem w walce z nimi, oprócz karabinów i granatów, jest słońce. Gdy jest jasno i ciepło to chowają się one w jaskiniach i wszelkich dostępnych ciemnych miejscach.

Bohater strzelający do hordy
Więcej was matka nie miała?

Oczywiście, zombi mogą podróżować na słońcu ale po prostu dzień jest dla nich tym co dla nas noc. Świrusy nie będące częścią hordy mogą stanowić czasami nawet większe zagrożenie, bowiem istnieje też kilka rodzajów zmutowanych zombi. Są one szybsze, silniejsze i władają większą żądzą krwi.

Naszym przeciwnikiem są też i ludzie. Nawet czasami będący większymi „świrusami” niż zombi. By wyeliminować zagrożenie ze strony łupieżców, będziemy musieli zniszczyć ich obozy.

Jakość też ma znaczenie

Owszem świat jest wielki i ma dużo do zaoferowania, ale jak z wyglądem? Grafika może cieszyć oko, tekstury są dobrze dopracowane, wygląd postaci też niczego sobie. System dnia i nocy wpływający na zachowanie potworów. Ciekawy system szybkiej podróży który oprócz zabierania nam części benzyny z baku i naliczania upływu czasu, wymaga od nas oczyszczenia tras z zagrożeń takich jak gniazda świrusów.

Wszystkie te mechaniki dobrze się komponują i wzbogacają imersję płynącą ze świata. Nie miałem wrażenia, że to tylko gra. Dzięki temu dałem się porwać przygodzie. Ale mimo wszystko gra posiada błędy o których muszę napisać. Gra jest słabo zoptymalizowana, przez co istnieje możliwość wystąpienia przycinek, czy innych bugów.

Mapa świata days gone
Mamy gdzie jeździć
Błędy zdarzają się i najlepszym

Kolejnym, może nie błędem ale czymś co mi się nie podobało, jest arsenał dostępnego uzbrojenia. Jest ogromny ale co z tego skoro i tak liczą się szybkostrzelne karabiny i ckm-y a tak po prawdzie tylko dwa. Mimo, że każdy obóz ocalałych (jest ich 5) oferuje z około 10 rożnych gnatów to i tak korzystałem przez całą grę tylko z 6 w tym tylko 3 kupiłem w sklepie. Jak na produkcję gdzie dużo się strzela to nie zadbali o ten element. Czemu w ogóle tak jest? Bo każda broń ma inne statystyki, jedne są wolne ale mają duże obrażenia a inne są szybkie ale za to potrzebujemy tony amunicji by kogoś zabić. W walce z hordami w moim przypadku sprawdzały się te drugie bo miały więcej naboi w magazynku, pozwalało to na prowadzenie ognia ciągłego.

Kolejną dolegliwością gry są wszech obecne sceny ładowania. Jest ich za dużo. Nie wiem i nie chce wiedzieć czemu twórcy poszli w tą stronę. Przy tak wielkim świecie, ciągłe ekrany ładowania spowalniają drastycznie wykonywanie zadań, brak w nich płynności. W erze gier po wiedźminie gdzie cutscenki ładowały się natychmiast, to wielki błąd ze strony twórców. W misjach gdzie mamy wartką akcje, i nagle ładuje się przerywnik filmowy z jakieś 2 minuty, powoduje to, że zostajemy wyrzuceni z ciągłości misji. Nie jest to fajne.

Element Interfejsu w Days Gone
Kijem i kuszą

Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się.

I tak o to zbliżamy się do końca. Świat który jest piekłem na ziemi pełnym zepsucia i plugastwa, staje się tłem dla opowieści którą będę długo pamiętał. Opowieść o czymś więcej niż tylko przetrwaniu. Jest to opowieść o życiu. Bo jak by to powiedział Boozer, przeżycie to nie życie. I tego się trzymajmy, grę polecam i zapraszam wszystkich do zagrania. Nie będziecie żałować, a przynajmniej ja nie żałuje.

Nasza ocena gry: 7.5

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.