Avengers: Koniec gry to najnowsza produkcja braci Russo, oparta o uniwersum Marvela i będąca kontynuacją Avengers: Wojna bez granic. Wydarzenia są umieszczone około 5 lat po zakończeniu Wojny bez granic a terenem zmagań znów staje się wszechświat. Pozostali przy życiu bohaterowie próbują cofnąć to co zrobił Thanos.

Nic nie może wiecznie trwać

Idąc do kina nastawiałem się na trzygodzinne widowisko z szybko zmieniającymi się sytuacjami, i tak poniekąd jest, tylko, że trochę wolniej. Film w moim odczuciu powoli się rozwija, mimo wszechobecnej akcji, by pod koniec zaskoczyć nas widowiskowym starciem. Czyli powtórka z rozrywki, podobny styl widzieliśmy w Wojnie bez granic. Nic dziwnego twórcy postawili na schemat który się sprawdził, dlatego idąc do kina możemy się spodziewać mniej więcej jak on będzie wyglądał. Mimo tego film odrobinę ucierpiał, mianowicie stracił na wątku walki z wielkim złem jakim był Thanos. Poprzednia część mocno się tego trzymała, przez co widz był w ciągłym napięciu. Każdy z nas przez cały seans był ciekawy czy uda się powstrzymać wroga numer 1 galaktyki. W tej odsłonie tego nie ma, dostajemy za to wątek uratowania tego co straciliśmy w poprzedniej części.

Ekipa Ratunkowa

Przez to wszystko film wydaje się trochę mniej ciekawy, ej no każdy raczej wie, że im się uda. Oprócz tego film ma za zadanie zamknąć wątki powstałe w poprzednich częściach i to się udaje. Po seansie nie mam żadnych wątpliwości co się dzieje z kim. Każdy bohater ma zagwarantowane swoje 5 minut na ekranie. Daje to nam uczucie, że nikt nie został pominięty i powstaje historyczna spójność.

Cały czar powagi jaki zostawili nam twórcy przy poprzedniej części trochę zanika przez dodanie lekko śmiesznych scen które raczej długo nie zostaną w pamięci. Chyba, że zepsuła nam się kablówka (żarcik dla tych co już widzieli). Wszystko to jest zakrapiane dobrymi efektami i genialną grą aktorską co muszę przyznać. W generalnym rozliczeniu nie jest źle ale gorzej niż ostatnio.

A skoro o efektach mowa…

Stoją na wysokim poziomie do którego Marvel już nas przyzwyczaił. Jest to po prostu dobre kino akcji z udziałem dużej ilości superbohaterów. W moim odczuciu są one nawet lepsze niż ostatnio. Nic nie jest przekombinowane, przez co film staje się przyjemny dla ludzi którzy wiedzą o co w nim chodzi, ale również dla tych co po prostu chcą się dobrze bawić. Widz który nie oglądał poprzednich części też może się radować widowiskiem i powszechną rozwałką. Choć zachęcam do zapoznania się z Avengers: Wojna bez granic wszystkich którzy tego jeszcze nie zrobili, naprawdę wtedy doznania z filmu są pełniejsze.

Na pochwałę zasługują bracia Russo wraz z całą ekipą. Zrobili kawał dobrej roboty, i mimo mniej ciekawej niż ostatnio opowieści, mamy dzięki nim dobre kino. Praca Kamery i montaż stoi na mistrzowskim wręcz poziomie. Czyli na takim którym cechują się filmy Marvela. Praca aktorów i wszystkich ludzi zaangażowanych w produkcje sprawiła, że film nie jest nudny mimo trzech godzin seansu. Tylko gdyby nie ta historia… To mielibyśmy film lepszy od poprzedniego.

Duży, zły i zielony

Co dalej…

W moim przekonaniu dostaliśmy to co mieliśmy. Film jest dobry ale tylko dobry. Twórcy powiedzieli nam – masz to koniec który ta opowieść potrzebowała, ja to przyjmuje i doceniam. Oczywiście oczekiwałem czegoś więcej. Wysoko postawiona poprzeczka przez Wojnę bez granic okazała się w tym przypadku nie do przeskoczenia.

Podsumowując, film jest dla tych co chcą miło spędzić czas. Produkcja spełniła swoje zadanie, zakończyła co zaczęto wiele lat temu. Fani mogą mieć pewien niedosyt, ale hej przecież Koniec gry nie oznacza końca filmów od Marvela. I chociaż same dzieło nie jest najlepszym co mogliśmy dostać, to i tak idzie się przy tym bawić.

Ocena redakcji 7.5/10

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.